niedziela, 22 września 2013

14. Zazdroszczę ci Louis.

- Daleko jeszcze? – jęknęłam bawiąc się przyciskiem otwierającym okno.
Był to już chyba dziesiąty raz, kiedy zadałam Louis’owi to pytanie. Byliśmy w drodze już od dobrych trzech godzin i zaczynało mi się potwornie nudzić, do tego cały tyłek miałam obolały, a nogi miałam zdrętwiałe. Nigdy nie znosiłam długich podróży. Od zawsze uważałam je za męczące i bezsensowne.
Zaskoczyło mnie to, że Louis wytrzymał zamknięty ze mną, potworną marudą, w niewielkim samochodzie, gdzie nie było żadnej drogi ucieczki. Podziwiałam go za to. Czasami nawet Abby, w takich momentach ma mnie dość, a przecież znamy się już od bardzo dawna.
- Jeszcze trochę. – mruknął Louis. – Matko, ale z ciebie maruda. Nigdy bym nie pomyślał.
- Denerwuje się, okej? A kiedy się denerwuje to dużo gadam, tak jak w tym momencie i do tego ta jazda jest strasznie nudna. A poza tym, to ty wymyśliłeś sobie tą wycieczkę, więc teraz nie narzekaj. Ja miałam zamiar spędzić ten dzień w zupełnie inny sposób. I..
- Dobra, skumałem. – burknął.

Zerknął na mnie ukradkiem i uśmiechnął się szeroko. Ja też nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Właściwie to miło było spędzić ten dzień w towarzystwie Louis’a. Czas z nim zawsze upływa mi w miłej i radosnej atmosferze.
- Pamiętasz, jak wygląda dom, w którym mieszkałaś? – spytał spoglądając na mnie.
- Teraz mnie o to pytasz? – zaśmiałam się. Zganił mnie wzrokiem. – Owszem pamiętam. Miliony razy widziałam na zdjęciach, jak wygląda. Rodzice strasznie żałowali, że przeprowadziliśmy się z Holmes Chapel, ale w Londynie mogli robić większą karierę, a to oznaczało więcej kasy. Pieprzeni materialiści. – ostatnie dwa słowa wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Hej, spokojnie. – mruknął Louis kładąc dłoń na moim kolanie. O dziwo ten gest faktycznie mnie uspokoił. – Nie jedziemy tam dla nich, tylko dla twojej siostry.
Wzięłam głęboki wdech i oparłam głowę o zagłówek fotela, jednocześnie zamykając oczy. Louis ma rację. Nie powinnam się przez nich denerwować.
- A co, jeśli nie uda mi się jej zobaczyć? Wiesz, że nie mogę tak po prostu zapukać do drzwi i powiedzieć: „Cześć, chciałam zobaczyć się z Allie. Nie przeszkadzam?”. Oni wyrzucą mnie za drzwi. Już nie uważają mnie za swoją córkę. – powiedziałam cicho.
- Coś wymyślimy. – mrugnął do mnie.
Spontanicznie chwyciłam jego dłoń, która nadal spoczywała na moim kolanie i ścisnęłam ją mocno, splatając nasze palce. Louis potarł kciukiem moje knykcie, a mnie przez ten gest od razu zrobiło się ciepło na sercu.
- Dziękuję, że mnie namówiłeś. – szepnęłam.
- Nie ma, za co. Zawsze będę cię wspierać. – odparł obdarzając mnie ciepłym uśmiechem.
Wyszczerzyłam się do niego wesoło, czując narastającą we mnie radość. Byłam szczęśliwa, gdyż już niedługo, za namową Louis’a miałam zobaczyć moją siostrzyczkę, za którą tak potwornie tęsknię. Miałam ochotę śmiać się na głos, by okazać wszystkim wokół swoje zadowolenie.
Minęło jeszcze z piętnaście minut, zanim w końcu dojechaliśmy do Holmes Chapel. Podekscytowana usiadłam prosto i z zaciekawieniem wyglądałam przez okno. Szybko zorientowałam się, że okolica niewiele się zmieniła, od kiedy się stąd wyprowadziłam. Wiele rzeczy wciąż było takich samych, jak na zdjęciach, które oglądałam.
Louis zwolnił trochę i obydwoje zaczęliśmy się rozglądać uważnie, chociaż to tylko ja wiedziałam, jak wygląda dom. W duchu modliłam się, aby wciąż wyglądał tak jak go zapamiętałam, bo inaczej będzie klapa.
- To tutaj! – krzyknęłam rozpoznają w końcu odpowiedni budynek.
Chłopak zerknął na mnie, jakby upewniając się, a następnie zatrzymał się po drugiej stronie ulicy, tak, że wciąż mieliśmy doskonały widok na budynek i niewielkie podwórze, na przedzie domu.
Serce biło mi mocno i szybko z podniecenia, ale też z lęku, kiedy wielkimi oczami spoglądałam na dom, który był mi bliski, a zarazem tak strasznie daleki. Louis wyłączył silnik i złapał moją dłoń, dodając mi w ten sposób otuchy, której w tym momencie bardzo potrzebowałam.
- I co teraz? – spytałam cicho, jakbym się bała, że ktoś może mnie usłyszeć. – Nie mogę tam iść. Ty też nie. To się nie uda. – mówiłam spanikowana.
- Możemy przez jakiś czas obserwować dom, żeby zorientować się, czy ktoś w ogóle jest w środku. Mogli gdzieś pojechać i nie ma ich teraz w domu. –mruknął Louis.
Skinęłam lekko głową, nawet na niego nie patrząc. Czułam się, jakbym była z kamienia, nie mogłam się nawet poruszyć. Ledwo orientowałam się, co dzieje się wokół.
Nie mam pojęcia, jak długo siedzieliśmy w ciszy, wpatrzeni w budynek. Może minęło kilka minut, a może godzina. W każdym razie w końcu doczekaliśmy się momentu, kiedy z domu wyszła młoda dziewczyna, kilka lat starsza ode mnie, prowadząc za rączkę dziecko, drobniutką dziewczynkę, o kasztanowych włosach, dokładnie takich, jakie były moje jeszcze kilka lat temu.
Moje serce zamarło na krótką chwilę, a w oczach pojawiły się słone kropelki. Moja mała siostrzyczka. Mała, kochana Allie. Tak bardzo urosła od czasu, kiedy widziałam ją po raz ostatni. Zaśmiałam się radośnie, co brzmiało raczej jak szloch, a po moich policzkach spłynęło kilka łez.
- Kim jest ta dziewczyna? – spytał Louis.
- To Mia, opiekunka. – odpowiedziałam automatycznie, szybko rozpoznając dziewczynę.
Wierzchem dłoni otarłam łzy, wciąż śmiejąc się cicho, na widok mojej siostry, która skakała radośnie po trawniku, zbierając małe kwiatuszki.
- Wszystko w porządku? – spytał chłopak z troską w głosie.
- Tak. – odparłam zerkając na niego.
Louis przyglądał mi się z błyskiem niepokoju w oczach. Najwyraźniej bał się tego, jak zareaguję na widok ukochanej siostry. Nie dziwię mu się, przecież jestem osobą nieobliczalną.
- Jest już taka duża. – szepnęłam. – Mój mały, radosny promyczek. Chciałabym ją przytulić i powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham i że żałuję tego, że musiałam ją opuścić. Myślisz, że ona tez za mną tęskni? – spytałam spoglądając na Louis’a.
- Na pewno. – mruknął z uśmiechem. – Jako jedna z niewielu osób, na jej miłość, którą obdarza wszystkich wokół, odpowiedziałaś miłością. Allie na sto procent bardzo cię kocha i teraz pewnie nie rozumie, dlaczego nadal nie jesteś z nią.
Uśmiechnęłam się smutno, przez łzy. To, co powiedział Louis było prawdą. Kiedy wszyscy inni traktowali moją siostrę jak trędowatą, która może ich zarazić straszną chorobą, ja kochałam ją całym sercem i starałam się dać jej jak najwięcej miłości, na którą zdecydowanie zasługuje.
Nagle spojrzenie dziewczynki skierowało się na samochód, w którym siedzieliśmy. Przez krótką chwilę miałam wrażenie, że nasze spojrzenia się skrzyżowały. Zaparło mi dech w piersi, kiedy na buzi Allie pojawił się delikatny uśmiech. Po chwili malutka dłoń dziewczynki wskazała na nas, a jej usta poruszały się, jakby coś mówiła.
Zorientowałam się, że teraz także Mia, spogląda w naszą stronę. Instynktownie zsunęłam się na fotelu, chcąc stać się niewidoczną, widząc chłodny wyraz twarzy dziewczyny. Serce boleśnie obijało mi się o żebra, w uszach dudniła krew. Czułam, że narasta we mnie strach. Jeśli Mia mnie rozpozna, będzie po mnie.
- Jedźmy stąd Louis. – szepnęłam spanikowana. – Jedźmy stąd, błagam. – załkałam.
Louis szybko przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył do przodu. Kiedy odjechaliśmy kawałek, zerknęłam do tyłu. Moje serce zakuło boleśnie. Całe moje ciało rwało się, aby tam wrócić, do Allie.

* * *
Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej. Louis jeszcze dobrze nie zaparkował, a ja już wyskoczyłam z samochodu. Potrzebowałam świeżego powietrza. Miałam wrażenie, że się duszę.
Przetarłam mokre policzki, próbując się uspokoić. Dłonie drżały mi jak oszalałe, a z gardła raz po raz wydobywał się szloch, nad którym nie potrafiłam zapanować. Czułam się okropnie.
- Emilie?
Odwróciłam się gwałtownie, słysząc za sobą głos Louis’a. Zaniosłam się jeszcze większym szlochem i rzuciłam się chłopakowi na szyję. On bez słowa przygarnął mnie mocno do siebie i pocałował w czoło. Schowałam twarz w jego szyi, nie chcąc moczyć jego koszulki.
- To jest niesprawiedliwe. Tak cholernie niesprawiedliwe. – wymamrotałam niewyraźnie. – Co jeśli moi rodzice dowiedzą się, że tu jestem? Nie chcę mieć kłopotów, Louis. Oni mają wpływy i jeśli się wkurzą, to z powrotem mogę wylądować w poprawczaku. Ja nie chcę. – zaczęłam szlochać.  – Nie chcę tam wracać. Nie chcę znowu przeżywać tego koszmaru.
- Ćśśśś. – Louis przytulił mnie jeszcze mocniej, gładząc jednocześnie po plecach.  – Wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę, żeby ci coś zrobili. Ze mną jesteś bezpieczna.
- Zabierz mnie stąd Louis. – szepnęłam. – Dokądkolwiek, byle jak najdalej stąd. To tak boli.
Louis odsunął się ode mnie, a następnie złapał moją dłoń i bez słowa zaprowadził z powrotem do samochodu. Kiedy usadowiłam się na miejscu pasażera, zapięłam szybko pas i oparłam czoło o chłodną szybę. Objęłam się mocno ramionami i zamknęłam oczy, czując jak pod powiekami ponowie zbierają się łzy.
Louis odpalił samochód, włączył radio, a następnie, nie odzywając się ani słowem, wyjechał ze stacji benzynowej i ruszył prosto, przed siebie, w nieznanym mi dokładnie kierunku.

* * *
W drodze zdrzemnęłam się trochę, czując potworne zmęczenie po wszystkich dzisiejszym wydarzeniach. To było dla mnie zdecydowanie zbyt wiele.  Nie byłam na to przygotowana.
Ocknęłam się, kiedy Louis zatrzymywał się przed jakąś knajpką. Wyprostowałam się gwałtownie, ziewając głośno. Dłonią przeczesałam rozczochrane włosy, a następnie przetarłam twarz, chcąc pozbyć się resztek snu.
- Cześć śpiochu.
Spojrzałam na Louis’a, który przyglądał mi się z troską. Uśmiechnęłam się delikatnie i ponownie ziewnęłam.
- Długo spałam? – spytałam sennie.
- Tak z godzinkę. – odparł chłopak z uśmiechem.
- Przepraszam. – wymruczałam.
- Za co? – zdziwił się chłopak.
Zarumieniłam się lekko i speszona odwróciłam wzrok. Właściwie to sama nie wiedziałam, za co go przepraszam. Za to, że zasnęłam? On na pewno to rozumie i nie chodzie czepiał się, że na godzinę pozbawiłam go swojego towarzystwa.
Knajpka, w której się zatrzymaliśmy, była naprawdę urocza. Taka.. normalna. Podłoga wyłożona ciemnym drewnem, ściany w odcieniu ciepłego brązu, a wisiały na nich różne zdjęcia najprawdopodobniej okolicy oraz bardzo piękne obrazy. To miejsce od razu przyparło mi do gustu. Było niezwykle przytulne.
Usiedliśmy w kącie, zapewniającym coś w rodzaju prywatności, daleko od wzroku ciekawskich oczu. Zamówiłam makaron z serem, moje ulubione danie z dzieciństwa i do tego colę, natomiast Louis zdecydował się na zwykłego hamburgera z frytkami. Dopiero, kiedy przed moim nosem pojawił się talerz w parującym jedzeniem, poczułam jak bardzo głodna jestem.
- Dokąd teraz jedziemy? – spytałam, gdy przełknęłam pierwszy kęs.
- Do mnie. – odparł chłopak patrząc na mnie spokojnie.
- To znaczy? – zaniepokoiłam się.
Ostatnią rzeczą, jakiej teraz chciałam, było oglądanie tego kolesia z lokami, Harry’ego. Byłam w takim stanie, że gdy tylko chłopak by się do nie odezwał, rzuciłabym mu się do gardła.
- Do Doncaster. – wyjaśnił.
- Że co? – wykrzyknęłam prawie krztusząc się colą. – Nie możemy jechać do Doncaster! To kawał drogi, a ja mam jutro szkołę i pracę. Ty też masz ważne sprawy w Londynie. Louis, Maria mnie zabije, jeśli dzisiaj nie wrócę do domu! – zakończyłam piskliwie.
- Uspokój się. – zaśmiał się chłopak. – Nic się nie stanie, jeśli opuścisz dzień czy dwa dni w szkole. Pracą nie musisz się przejmować. Pogadam z Joe. Z Marią również. Moimi sprawami nie musisz się przejmować. Teraz najważniejsze jest, żebyś trochę wyluzowała, odpoczęła i przemyślała sobie kilka spraw na spokojnie.
Wzięłam głęboki wdech, jednocześnie pocierając palcami czoło. Wizja odpoczynku od szkoły i pracy bardzo kusiła, ale bałam się reakcji pani Marii. Nie chciałam, żeby się na mnie zezłościła. A co pomyśli sobie Hunter, jeśli dzisiaj nie wrócę do domu? Wolę nawet sobie nie wyobrażać.
- W porządku. – po chwili usłyszałam własny głos. – Ale jeśli w domu mnie zabiją, urządzisz mi ładny pogrzeb?
- Masz to jak w banku. – powiedział z uśmiechem.
Nie mogąc dłużej zachowywać powagi, również się uśmiechnęłam. Louis puścił mi oczko i zabrał mi colę z przed nosa. Pokazałam mu język i zabrałam się za jedzenie, gdyż mój brzuch w tym momencie zaczął burczeć jak szalony, domagając się natychmiastowego zaspokojenia głodu.

* * *
Siedziałam rozłożona na fotelu pasażera, z nogami na desce rozdzielczej i kiwałam głową w przód oraz w tył, w rytm piosenki, która akurat leciała z odtwarzacza. Mimo, iż cały czas wyglądałam przez okno, kątem oka widziałam, że Louis, co jakiś czas zerka na mnie. Najwyraźniej wciąż nie był pewny, czy doszłam już do siebie.
- Nie musisz mi się tak przyglądać. Czuję się dobrze. – wymruczałam pod nosem nawet na niego nie patrząc.
- Przepraszam. – wymamrotał speszony.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko, widząc różowe plamki na jego policzkach. Chcąc uwolnić go od zawstydzenia, poklepałam go delikatnie po nodze.
- Miło, że się o mnie martwisz, ale na serio już wszystko w porządku. – powiedziałam ze spokojem.
- Wiem, przepraszam.
- Przestań mnie przepraszać! – uderzyłam go lekko w ramię.
- Auć!
Pokręciłam głową, uśmiechając się jak jakaś idiotka. I jak tu się smucić, kiedy obok siebie ma się takiego wariata? Przy nim nie ma mowy o smutku.
Nagle w samochodzie rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu, Louis’a. Chłopak Wyciągnął hałaśliwe urządzenie z kieszeni spodni i spojrzał na ekran. Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmieszek.
- Niezły mają refleks. – mruknął.
- Kto dzwoni? – spytałam nie mogąc powstrzymać ciekawości.
- Harry.
- Daj. – burknęłam wyciągając rękę po telefon.
Chłopak zawahał się przez krótką chwilę, ale w końcu podał mi telefon. Dwa razy wcisnęłam zieloną słuchawkę, aby w ten sposób przełączyć na tryb głośno mówiący. Louis patrzył na mnie, uśmiechając się niepewnie.
- Tu sekretarka pana Tomlinsona. – odezwałam się przesłodzonym, zmienionym głosem. – W czym mogę pomóc?
Louis zatkał sobie usta dłonią, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Gestem pokazałam mu, żeby siedział cicho.
-- Dźź- dzień dobry. – chłopak po drugiej stronie odezwał się niepewnie. – Cz-czy j-jest tam g-gdzieś Louis?  - jąkał się.
- Niestety pan Tomlinson jest na bardzo ważnym spotkaniu służbowym. Czy mam mu coś przekazać, kiedy wróci?
- Tak. Znaczy n-nie. Nie Znaczy t-tak. – plątał się. Wziął głęboki wdech. – Proszę powiedzieć, że dzwonił Harry.
- Oczywiście. Panie?
- Styles. – jego głos brzmiał niepewnie.
- Panie Styles. Życzę miłego dnia. – powiedziałam i rozłączyłam się.
Kiedy odłożyłam telefon, od razu wybuchnęliśmy głośnym śmiechem, aż do bólu brzucha.
- Słyszałeś jego niepewny głos? – wykrztusiłam ze śmiechem.
- On naprawdę to łyknął. – zaśmiał się Louis. – Dobra, teraz wyłącz ten telefon, żeby nikt nie dzwonił. Niech się pomartwią trochę.
Wykonałam jego polecenie i oddałam mu komórkę, a on schował ją z powrotem do kieszeni spodni. Pokręciłam głową, uśmiechając się szeroko pod nosem.  Ten dzień powoli staje się coraz lepszy.

* * *
Podróż z Cheshire do Doncaster zajęła nam dobrych kilka godzin, jednak ani przez minutę się nie nudziliśmy. Tak, jak wspominałam wcześniej wiele razy, z Louis’em i jego ogromnym poczuciem humoru nie sposób się zanudzić. Kiedy wydaje ci się, że zapas żartów już mu się wyczerpał, okazuje się, że on nadal ma jakieś asy w rękawach.
Było już po siedemnastej, kiedy wreszcie stanęliśmy pod domem Louis’a. Z zapartym tchem przyglądałam się piętrowemu budynkowi z czerwonej cegły. To tutaj wychował się mój przyjaciel, myślałam, nie odrywając od niego wzroku. Czułam dziwne podniecenie na myśl, że tutaj będę mogła jeszcze bardziej zbliżyć się do historii Louis’a. Mimo, że powiedział mi już o sobie tyle rzeczy, mi wciąż było mało. Chciałam poznać go jeszcze bliżej.
Louis wyłączył silnik, wyciągnął kluczyk ze stacyjki i wsunął go do kieszeni, a następnie spojrzał na mnie w napięciu, jakby bał się, że za moment wybuchnę.
- Idziemy? – spytałam pełna nowej energii.
- Pewnie. – odparł uśmiechając się do mnie delikatnie.
- Louis, nic mi nie jest, serio. Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył?
- Wiem, przepraszam. – westchnął. – Zachowuję się jak nadopiekuńczy tatuś, co? – zaśmiał się.
- Trochę. – mruknęłam.
- Chodź tutaj.
Wyciągnął ręce w moją stronę i przytulił mnie do siebie z całej siły. Pomimo, że ciężko mi się oddychało, nie miałam najmniejszej ochoty wyplątywać się z jego objęć. Przebywanie w ramionach Louis’a Tomlinsona, to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła.
Kiedy w końcu wygramoliliśmy się z samochodu, na zewnątrz powoli robiło się ciemno i chłodno. Zasunęłam zamek bluzy aż pod samą szyję i ruszyłam razem z Louis’em w stronę drzwi wejściowych. Byłam przekonana, że Louis nie powiadomił swojej rodziny o tym, że przyjedzie, więc na pewno będą mieli wspaniałą niespodziankę.
Gdy stanęliśmy przed drzwiami, Louis, zanim zapukał do drzwi, wziął głęboki oddech. Na pewno bardzo stęsknił się za swoją rodziną i fakt, że teraz znowu będzie mógł ich zobaczyć oraz spędzić z nimi trochę czasu, bardzo go uszczęśliwił, ale jego radość można było zauważyć dopiero wtedy, gdy spojrzało mu się głęboko w oczy. Jego błękitne tęczówki błyszczały niczym diamenty. Piękny widok.
Po chwili drzwi otworzyły się, a w progu stanęły dwie, bardzo podobne do siebie dziewczynki o blond włosach, mniej więcej w wieku dziewięciu, a może dziesięciu lat. Na ich słodkich twarzyczkach pojawił się wyraz zaskoczenia, który następnie przerodził się w szeroki uśmiech radości.
- Louis! – krzyknęły jednocześnie.
Obie rzuciły mu się na szyję, ściskając mocno i skacząc jak małe żabki. Mimo, że nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu, w głębi duszy czułam zazdrość. Louis mógł uściskać swoje siostry, ja mojej nie mogłam.
Jedna z dziewczynek oderwała się od mojego przyjaciela i pobiegła w głąb domu, krzycząc radośnie.
- Mamo! Mamo zgadnij, kto przyjechał!
Kiedy zniknęła nam z oczu, Louis wszedł do środka, trzymając na rękach swoją siostrę, która uczepiła się go jak małpka i skinął na mnie głową, tym samym dając mi znak, abym również weszła. Niepewnie przekroczyłam próg, zamykając za nami drzwi. Czułam się trochę speszona, będąc w domu Louis’a. Właśnie miałam poznać jego rodzinę! To było takie… dziwne.
W tym momencie z jakiegoś pomieszczenia wyszły jeszcze dwie dziewczyny, które były w moim wieku, albo może trochę młodsze. Jedna miała śliczne blond włosy, natomiast włosy drugiej były bardziej brązowe. Dziewczyny były strasznie do siebie podobne, chociaż wyraźnie w innym wieku.
Była z nimi tamta mała blondyneczka. Te starsze pisnęły radośnie na widok Louis’a i rzuciły się w stronę swojego brata. Przyglądałam się im z absurdalnie szerokim uśmiechem na ustach.
- Tak strasznie za wami tęskniłem. – odezwał się Louis, przytulając swoje siostry.
- Ale zrobiłeś nam niespodziankę. – ucieszyła się któraś z dziewczyn.
Gdy odsunęli się od siebie, z jednego z pokoi wyszła kobieta, matka Louis’a. Przygryzłam wargę i cofnęłam się o krok, nie wiedząc do końca, jak mam się zachować. Czułam się trochę jak intruz.
- Louis? – odezwała się kobieta lekko łamiącym się głosem. – Synku!
Podeszła do niego szybkim krokiem i uściskała mocno, z miłością. Louis śmiał się radośnie, ściskając kobietę mocno. Mimo, że stał do mnie tyłem, wiedziałam, jaką radość mu sprawia możliwość bycia tu.
- Cześć mamo.
- Dlaczego nas nie uprzedziłeś, że przyjeżdżasz? – skarciła go, uderzając żartobliwie w ramię.
- To był taki trochę nieplanowany przyjazd. – zaśmiał się. – No i przywiozłem ze sobą gościa. – dodał.
Momentalnie na mojej twarzy pojawiły się wypieki, kiedy spojrzenia wszystkich skierowały się na moją osobę. Nie znoszę być w centrum uwagi, tak jak teraz.
- Dzień dobry. – wymamrotałam. – Mam na imię Emilie.
- Hej, to ty jesteś tą dziewczyną, o której piszą w gazetach i w Internecie! – wykrzyknęła blondynka.
- Charlotte!
- Nic nie szkodzi. – mruknęłam uśmiechając się nieśmiało. Skąd u licha u mnie nagle taka nieśmiałość?
- Mówiłem wam, żebyście nie wierzyły we wszystko, co piszą. – burknął Louis. – Tak w ogóle. Emilie, to jest moja mama Jay. To jest Lottie. – powiedział wskazując na blondynkę. – Félicité. –  to ta szatynka. – A to Daisy i Phoebe. – bliźniaczki o blond włosach.
- Miło mi. – powiedziałam ze szczerością w głosie.
Nagle, czego w ogóle się nie spodziewałam, matka Louis’a uściskała mnie mocno, tak jak wcześniej swojego syna. W pierwszej chwili mnie sparaliżowało, ale po kilku sekundach rozluźniłam się i odwzajemniłam uścisk.  Kiedy odsunęłyśmy się od siebie, uśmiechnęłam się skrępowana.
- Chodźcie do kuchni. Na pewno jesteście głodni i zmęczeni. – odezwała się kobieta patrząc na nas z czułością.
Czułam się tak, jakbym, jako jedyna o czymś nie wiedziała. Zerknęłam na Louis’a i zobaczyłam, że on też jest lekko zdezorientowany. Nie odzywając się jednak ani słowem skierowaliśmy się wszyscy do kuchni.
Oczarowana przyglądałam się każdej ścianie, każdemu zdjęciu i w ogóle wszystkiemu, co znajdowało się w domu. Dla osoby stojącej z boku, musiałam wyglądać jak osoba chora umysłowo.
 W kuchni wszyscy usiedliśmy przy stole. Siostry Louis’a uszczęśliwione, że przyjechał, wciąż się do niego przytulały. Naprawdę uroczy obrazek.
Mama mojego przyjaciela zrobiła nam kakao i podała ciasteczka, na które Louis momentalnie się rzucił. Ledwo powstrzymałam parsknięcie, widząc dziecięcą wesołość w jego oczach.
- Na ile przyjechaliście? – spytała Lottie. – No, bo chyba nie będziecie wracać dzisiaj. To kawałek drogi, a poza tym chciałybyśmy się tobą trochę nacieszyć.
- Nie wiem, może dwa dni. – mruknął Louis z pełnymi ustami.- Emilie ma szkołę, a nas czeka kilka wywiadów.
Jay klepnęła go za to w rękę, a on zrobił minę niewiniątka. Tym razem musiałam się zaśmiać. Ich zachowanie było takie normalne, luźne. W mojej rodzinie chyba nigdy tak nie było.
- Louis pokażę ci, jaki rysunek namalowałam! – pisnęła Daisy.
- Nie, bo ja pokażę mu mój rysunek! – krzyknęła radośnie Phoebe.
- Obie pokażcie mi wasze rysunki. – uciął Louis uśmiechając się do dziewczynek.
Wziął obie pod pachy i wyszli z kuchni. Długo było słychać śmiechy bliźniaczek. Kiedy Louis wyszedł, poczułam się jeszcze bardziej skrępowana, zostając sam na sam z jego mamą i dwiema siostrami. Próbowałam się uśmiechać, ale od razu było widać, że się denerwuję.
- Spokojnie. Oddychaj. Przecież cię nie zjemy. – zaśmiała się mama Louis’a.
Również się zaśmiałam.
- Jesteś dziewczyną Louis’a? – spytała Félicité.
- Nie. Tylko się przyjaźnimy. – wyjaśniłam.
- Jak długo się przyjaźnicie? – to pytanie zadała Lottie.
- Znamy się już od jakiegoś czasu, ale przyjaźnimy się od niedawna. Louis’owi dużo czasu zajęło przekonanie mnie do siebie. – mruknęłam.
- To znaczy? – drążyła dziewczyna.
- Nie jestem fanką ich zespołu.
- Charlotte, Félicité skończcie z tym przesłuchaniem. To niegrzeczne z waszej strony. – zganiła córki Jay.
Dziewczyny uśmiechnęły się lekko, na co odpowiedziałam tym samym.
- Nie zrozum nas źle. Nic do ciebie nie mamy. Po prostu jesteśmy ciekawe. – powiedziała szatynka.
Skinęłam głową na znak, że rozumiem. Tak też było. Siostry Louis’a miały prawo być ciekawe skąd się znamy i w ogóle. Ich brat pewnie tak rzadko bywa w domu, że nawet nie mają z nim, kiedy porozmawiać.
W tym momencie wrócił Louis, ale już bez bliźniaczek, uśmiechając się wesoło. Zastanawiałam się, co też takiego wymyślił, że nie poszły za nim. Chłopak usiadł naprzeciwko mnie i puścił mi oczko.
- Macie jakieś rzeczy, ubrania? – spytała Jay.
- Nie mamo. Właśnie, dlatego muszę pogrzebać trochę w swoim pokoju. Może jest tam coś, co się przyda.  – mruknął Louis.
- No to idź. Przy okazji pokażesz Emilie dom. – kobieta uśmiechnęła się z czułością.
Louis podniósł się na równe nogi i skinął na mnie, abym poszła za nim. Zanim jednak wyszliśmy z kuchni, Jay podeszła do syna i jeszcze raz mocno go przytuliła oraz wycałowała.
- Tak strasznie się cieszę, że przyjechałeś. – powiedziała.
 - Ja też mamo.
Louis zaprowadził mnie na piętro, tłumacząc od razu, gdzie, co jest. Właściwie, zamiast go słuchać, oglądałam wszystko uważnie, z zapartym tchem. Tu było tak rodzinnie i ciepło. Aż poczułam ucisk w żołądku.
Po chwili znaleźliśmy się w sypialni Louis’a. Typowe męskie królestwo. Pod ścianą stało jednoosobowe łóżko, zasłane świeżą pościelą. W nogach łóżka stała komoda, na której leżały płyty i gazety. Pod oknem znajdowało się biurko, na którym stał komputer i gdzie znajdował się niewielki odtwarzacz muzyki Obok niego leżał ułożony spory stos zapisanych kartek.. Na podłodze leżał mięciutki, ciemno czerwony dywan, a ściany były ciemno beżowe. Na jednej ze ścian, obok łóżka wisiała tablica korkowa, na której były przypięte zdjęcia oraz bilety z koncertów.
Zalała mnie niespodziewana fala ciepła, kiedy rozluźniłam się i poczułam się tutaj jak w domu. Spojrzałam na Louis’a, który wyłożył się na łóżku, z rękoma pod głową.
- Nawet nie wiesz jak fajnie znowu móc być w domu. – mruknął przymykając oczy.
- Zazdroszczę ci Louis. – szepnęłam siadając na brzegu łóżka.
- Czego? – zdziwił się. – Tego, że prawie w ogóle nie widzę swojej rodziny, a jeśli już to trzy może cztery dni, a później znowu muszę wyjechać. Nie biorę udziału w ważnych rodzinnych wydarzeniach.
- Ty przynajmniej widzisz swoją rodzinę Louis! – prawie krzyknęłam. – Ja nawet nie mogę uściskać swojej siostry. Kiedy widziałam ciebie i twoje siostry, tą łączącą was więź, czułam, że coś we mnie umiera. Moja więź, bliskość z Allie została brutalnie przerwana. Proszę, ciesz się każdą nawet najkrótszą chwilą, którą możesz spędzić z rodziną. Masz wspaniałą, kochającą rodzinę. Nie zepsuj tego.
Louis usiadł gwałtownie, a następnie przygarnął mnie do siebie, ściskając mocno. Wtuliłam się w jego obojczyk, wdychając jego zapach, który działał kojąco na moje zmysły.
- Hej, nie płacz. – szepnął głaszcząc moje włosy. – Jeszcze nie wszystko stracone.
Nawet się nie zorientowałam, że płaczę. Wierzchem dłoni przetarłam mokre policzki. Gdzie się podziała ta twarda, pyskata laska, kiedy jest potrzebna?
- Dzięki, ale chyba w to wątpię. – wymamrotałam pociągając nosem. – Rodzice pewnie już wiedzą o mojej wizycie w Holmes Chapel.
- Jesteśmy w tym razem, okej? Jeśli coś się stanie, nie zostawię cię samej. – mruknął dotykając mój policzek.
- Nie wiem, czy powinieneś się do tego mieszać. Nie chcę, żebyś później miał przeze mnie problemy. Już i tak wszyscy mnie nienawidzą za to, że się z tobą zadaje.
- Nie będę miał problemów.
- Ale..
Louis przyłożył palec wskazujący do moich ust, żeby mnie uciszyć.
- Żadnego „ale” Emilie. Jeśli będzie się coś działo to ci pomogę i bez dyskusji.
- Niech ci będzie. – burknęłam po chwili ciszy.
Louis uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło. Bez słowa wtuliłam się w jego tors, a on przygarnął mnie mocno do siebie. Będąc przy nim, poczułam się bezpieczna, potrzebna i kochana.


__________________________________
Przez tą durną szkołę nie mam w ogóle czasu na pisanie rozdziałów i czytanie waszych blogów.
Ten rozdział pisałam ponad tydzień, ale i tak nie jestem w pełni z niego zadowolona.
Mam nadzieję, że chociaż wam się podoba.
Przy okazji informuję, że pojawił się 28 rozdział na http://twinkle-in-eye.blogspot.com/, zapraszam ;)
To tyle.
Pozdrawiam
@Twinkleineye

10 komentarzy:

  1. Jak możesz nie być zadowolona z tak wspaniałych rozdziałów?
    Nie martw się, mnie też szkoła utrudnia pracę na blogu. Ty jednak dajesz radę w przeciwieństwie do mnie.
    Życzę weny i gorąco pozdrawiam
    Ola :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww. Przepiekny. Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę Cię skarcić za to, że nie doceniasz swojej pracy! Rozdziały są naprawdę świetne i widać, że wkładasz w to dużo pracy, serca i przede wszystkim czasu. Widać również, że nie robisz tego na 'odczep się'. :)
    A jeśli chodzi o rozdział, to tak, bardzo mi się podobał! Cieszy mnie fakt, że akcja rozkręca się powoli, co dodaje temu wszystkiego uroku i nie jest 'sztuczne' jak w niektórych opowiadaniach. ;) Ileż bym dała, żeby mieć takiego przyjaciela jak Louis! I wcale nie mówię tutaj o nim, jako o członku zespołu, ale o kimś z takim charakterem. Po prostu cudo! Widać, jak bardzo angażuje się w sprawy Emilie, i że mu na niej bardzo zależy. Mam nadzieję, że wszystko się uda i spotka się ze swoją siostrą.
    Już nie mogę doczekać się kolejnego! ;)
    Love .x
    @barcelonasheart

    OdpowiedzUsuń
  4. Zacny. Baaardzo zacny! Zresztą jak wszystkie! ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacny. Baaardzo zacny, zresztą ja wszystkie! ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam właśnie wszystkie dodane przez ciebie rozdziały, a ten najbardziej wywołał u mnie łzy. tak bardzo szkoda mi Emilie, że nie może zobaczyć się ze swoją rodziną... bardzo się cieszę, że Louis jest przy niej i ją wspiera.. <3

    OdpowiedzUsuń

Z całego serducha dziękuję za wszystkie komentarze, zarówno te miłe jak i negatywne.Bardzo motywują mnie one do dalszej pracy i poprawiania swojego stylu. Kocham was ♥